Koniec czerwca i zakończenie zajęć dydaktycznych – przy czym warto pamiętać, że formalnie rok szkolny trwa do 31 sierpnia – to dla mnie czas podsumowań i przygotowywania rocznego sprawozdania z działalności. Jako Rzeczniczka Praw Uczniowskich w Poznaniu przedstawiam ten dokument Młodzieżowej Radzie Miasta Poznania, Komisji Oświaty Rady Miasta Poznania oraz Wiceprezydentowi Poznania odpowiedzialnemu za oświatę. Od 1 lipca Poznań ma na tym stanowisku nową osobę, dlatego w najbliższym czasie będę chciała szczegółowo omówić specyfikę i efekty dotychczasowych, trzyletnich już działań mojego biura. Analiza zebranych danych skłania jednak do szerszej refleksji w ostatnich dniach.
Za mną trzeci rok pracy na tym stanowisku, a zgromadzone liczby pokazują wyraźnie, że moje stanowisko nie ma charakteru fasadowego. Wraz z zespołem, w skład którego wchodzi psycholożka specjalizująca się we wsparciu kryzysowym, pedagog oraz psycholożka posługująca się językiem ukraińskim i rosyjskim – a w sytuacjach wymagających innych specjalistów również psychologowie z poradni, w której mieści się biuro – przyjęliśmy w ostatnich 10 miesiącach osobiście 255 osób. Sama przeprowadziłam dodatkowo 190 konsultacji mailowych i telefonicznych. Odwiedziłam 52 szkoły, spotykając się z dyrekcjami, gronami pedagogicznymi, a przede wszystkim z uczniami poznańskich podstawówek i liceów[1]. Brałam udział w debatach na temat praw dziecka – od dyskusji na posiedzeniach rad pedagogicznych i prelekcji podczas kongresów samorządów uczniowskich, przez wystąpienia wygłaszane w czasie konferencji przeznaczonych dla specjalistów związanych z oświatą, aż po robocze spotkania w Ministerstwie Edukacji Narodowej.
W codziennej pracy biura najbardziej cenię jednak bezpośrednie spotkania z młodzieżą w poznańskich placówkach, które pozwalają skonfrontować suche statystyki z rzeczywistością. Szczególne znaczenie mają warsztaty realizowane w ramach dwóch godzin lekcyjnych, w spokojnej, wydzielonej przestrzeni, z grupą kilkudziesięciu uczniów i uczennic – przedstawicieli różnych klas. Taki format pozwala na stopniowe zbudowanie wzajemnego zaufania. Z biegiem czasu bariery znikają, a uczniowie zaczynają zadawać pytania, otwierać się i opowiadać o problemach własnych oraz swoich rówieśników. To właśnie te rozmowy stanowią dla mnie najbardziej rzetelne źródło wiedzy o realiach danej szkoły. Dostarczają one konkretnych, autentycznych wniosków, z którymi mogę następnie udać się do dyrekcji, by w sposób partnerski omówić kwestie najistotniejsze z perspektywy uczniów. Spotkania te, poza wymiarem diagnostycznym, dają ogromną motywację do dalszego działania i pokazują, jak wielki potencjał tkwi w dawaniu młodym ludziom przestrzeni do bezpiecznego dialogu.
Poza organizowaniem takich spotkań udało mi się doprowadzić w tym roku szkolnym do polubownego rozwiązania kilkudziesięciu sporów szkolnych. Ze względu na brak uprawnień kontrolnych, moim podstawowym narzędziem pozostaje dialog, mediacja i wskazywanie konkretnych przepisów obowiązującego prawa. Oprócz tego, wspólnie z prof. Sylwią Jaskulską oraz ekspertkami z poznańskich poradni psychologiczno-pedagogicznych, Ewą Siwecką i Natalią Chodyłą, przygotowałyśmy wydaną przez miasto broszurę dotyczącą oceniania zachowania uczniów z ADHD i w spektrum autyzmu. W czerwcu zorganizowaliśmy także Piknik Samorządów Uczniowskich w MDK 1. Za wszystkimi tymi działaniami stoją konkretne osoby: wspierani uczniowie, ale też nauczyciele, psycholodzy, pedagodzy i opiekunowie samorządów. Rozmawialiśmy o sprawach fundamentalnych – o tym, że przestrzeganie praw ucznia bezpośrednio wpływa na ich zdrowie i kondycję psychiczną.
Te lokalne doświadczenia zbiegły się w czasie z kluczowymi wydarzeniami na szczeblu krajowym. Dokładnie w dniu, w którym kończyłam prace nad poznańskim sprawozdaniem, Prezydent RP wetował ustawę z dnia 29 maja 2026 r. o zmianie ustawy – Prawo oświatowe oraz niektórych innych ustaw, regulującą instytucję Rzecznika Praw Uczniowskich[2]. Nad projektem tych przepisów pracowałam od marca 2024 roku w zespole doradczym przy MEN. Była to praca społeczna – zarządzenie Ministra Edukacji wprost wskazywało, że za udział w pracach nie przysługuje wynagrodzenie[3]. Włożyliśmy jako zespół w ten projekt wiele czasu, wiedzy i energii. Wypracowany kształt ustawy stanowił oczywiście efekt kompromisu i zawierał także punkty, z którymi się nie zgadzałam – jak choćby automatyczne powierzanie funkcji rzecznika szkolnego opiekunom samorządu, brak systemowego wynagrodzenia za tę wymagającą funkcję czy usytuowanie Rzecznika Krajowego bezpośrednio przy strukturach ministerstwa zamiast nadania mu pełnej niezależności.
Samo weto prezydenckie nie było zaskoczeniem, jednak argumentacja użyta w uzasadnieniu wymaga komentarza, zwłaszcza gdy zestawi się ją z codzienną praktyką mojej pracy w Poznaniu. Prezydent Karol Nawrocki stwierdził, że ustawa stworzyłaby „szkolną prokuraturę od tropienia anonimowych donosów”. Przez trzy lata działalności nigdy nie pełniłam funkcji w najmniejszym stopniu podobnej do prokuratorskich. Z czysto prawnego punktu widzenia trudno jednak zrozumieć, dlaczego w ustach byłego prezesa Instytutu Pamięci Narodowej – instytucji realizującej zadania ściśle śledcze – pojęcie prokuratury funkcjonuje jako synonim czegoś jednoznacznie negatywnego. Ustawa o prokuraturze w art. 2 jasno określa, że instytucja ta stoi na straży praworządności. Dbałość o przestrzeganie prawa nie powinna być nigdy formułowana jako zarzut. Poza tym szkoła jest instytucją, w której praworządność winna być równie istotna jak w prokuraturze. Może jednak tylko ja, jako prawniczka z zamiłowaniem do prawa karnego, widzę to w ten sposób.
W rzeczywistości sprawy, którymi się zajmuję, rzadko przypominają wielkie procesy czy dochodzenia. Dotyczą one codzienności: prawa do napicia się wody w czasie lekcji, możliwości wyjścia do toalety, zapewnienia uczniowi niedowidzącemu sprawdzianu wydrukowanego odpowiednią czcionką, wypracowania zasad funkcjonowania w klasie dla dziecka z ADHD czy radzenia sobie z lękiem przed zajęciami wychowania fizycznego lub matematyki. Dla systemu to sprawy drobne, którymi nie zajmie się żaden sąd, żaden prokurator. Sąd nie zorganizuje szkolenia dla rady pedagogicznej ani nie pomoże stworzyć planu wsparcia dla krzywdzonego ucznia, ani nie zainterweniuje, gdy szkoła nie realizuje zaleceń z orzeczenia czy opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej.
Co istotne, prezydent w swoim uzasadnieniu traktuje prawa wymienione w ustawie jako zupełnie nowe przywileje, podczas gdy w rzeczywistości nie zmieniało się w tej kwestii absolutnie nic. Prawa te obowiązują od dawna, są jednak rozproszone w wielu różnych aktach prawnych i przez to często nieoczywiste dla osób bez przygotowania prawniczego. Próba skodyfikowania ich w jednym katalogu w żaden sposób nie uderzała w pozycję kadry pedagogicznej. Teza, że przyznanie lub doprecyzowanie praw jednej grupy odbywa się kosztem praw innych osób, jest błędem logicznym, z którym w swojej pracy zawodowej mierzę się od lat. Prawa ucznia to w linii prostej prawa człowieka – ich ochrona i respektowanie nie odbiera nauczycielom ani ich własnych praw, ani narzędzi do prowadzenia lekcji czy egzekwowania obowiązków. Instytucja Rzecznika Praw Uczniowskich nigdy nie działała i nie będzie działać w kontrze do środowiska nauczycielskiego; jej celem jest budowanie bezpiecznych, przewidywalnych i opartych na prawie ram dla całej społeczności szkolnej.
W opozycji do tej wizji, w uzasadnieniu weta pojawiają się również odniesienia do „naturalnego autorytetu nauczyciela” i „tradycyjnych relacji”, które rzekomo niszczy „kultura skargi”. Taka argumentacja opiera się na założeniu, że autorytet buduje się poprzez brak możliwości odwołania się od decyzji i bezbronność drugiej strony. To nie jest autorytet. I to błąd. W mojej codziennej praktyce widzę statuty szkolne zawierające zapisy o karach konstruowane bez zachowania podstawowych standardów prawnych i bez zapewnienia uczniom realnej ścieżki odwoławczej. Wprowadzenie jasnych procedur odwoławczych nie niszczy autorytetu – szacunek buduje się na profesjonalizmie, empatii i transparentności zasad, a nie na instytucjonalnej przewadze.
Podobnie rzecz ma się z odrzuceniem mechanizmów antydyskryminacyjnych pod pretekstem unikania „obcego kulturowo obszaru pojęciowego”. W biurze Rzeczniczki w Poznaniu regularnie zajmujemy się sprawami o dyskryminację – najczęściej ze względu na niepełnosprawność, szczególne potrzeby edukacyjne czy narodowość. Nie są to spory ideologiczne, lecz realne problemy prawdziwych uczennic i uczniów, które rozwiązujemy poprzez dialog lub proste działania edukacyjne, jak choćby warsztaty pokazujące kadrze pedagogicznej za pomocą specjalistycznych symulatorów, jak widzi uczeń z określoną wadą wzroku albo rozmowę na temat tego, jak osoba z doświadczeniem migracji czuje się w nowym miejscu.
Mimo tych zawirowań na szczeblu centralnym, decyzja o wecie nie zmienia sposobu funkcjonowania mojego biura. Narzędzia, którymi dysponuję w Poznaniu, opierają się na współpracy z władzami miasta jako organem prowadzącym znakomitej większości szkół, Wielkopolskim Kuratorium Oświaty oraz zaangażowaniu lokalnej sieci nauczycieli i pedagogów. Brak regulacji ustawowej utrudnia jednak systemowe wsparcie dla rzeczników w mniejszych ośrodkach, którzy nie mogą liczyć na tak silne zaplecze samorządowe.
Ostatecznie praca na rzecz praw człowieka i praw dziecka w przestrzeni szkolnej trwa nadal, niezależnie od dynamiki procesu legislacyjnego. Zamiast centralnych wytycznych, opieramy się na wypracowanych, lokalnych relacjach i codziennej rzetelności. Nowy rok szkolny, który rozpocznie się we wrześniu, przyniesie kolejne zadania – bez względu na to, czy ramy prawne dla tych działań będą zapisane w specjalnej ustawie, czy też będziemy je realizować na podstawie dotychczasowych, sprawdzonych mechanizmów.
Na koniec chciałam jeszcze wskazać na to co dla mnie jest niesamowicie istotne w mojej pracy. Dbałość o przestrzeganie praw uczniowskich w codziennym życiu szkoły ma także fundamentalne, choć często niedostrzegane znaczenie w kontekście szeroko pojętej polityki i stabilności demokratycznej. Szkoła jest dla młodego człowieka pierwszą instytucją publiczną, z jaką wchodzi w bezpośrednią relację – to tam kształtuje się jego zaufanie do państwa, procedur i zasad współżycia społecznego. Potwierdzają to badania naukowe, m.in. publikacja dotycząca postaw populistycznych wśród nastolatków („Populist Attitudes among Teenagers…”)[4]. Badacze wykazali w niej bezpośredni związek między negatywnymi relacjami młodzieży z nauczycielami i systemem szkolnym – a podatnością na populizm. Uczniowie, którzy w szkole doświadczają poczucia niesprawiedliwości, braku podmiotowości, autorytaryzmu czy lekceważenia ich podstawowych praw, w dorosłym życiu znacznie częściej wykazują nieufność wobec instytucji demokratycznych i stają się podatni na radykalne, populistyczne narracje. Walka o to, by uczeń miał prawo do odwołania od kary, do jasnych kryteriów oceniania czy do szacunku na lekcji, nie jest więc wyłącznie kwestią szkolnego komfortu. To realna praca u podstaw na rzecz ochrony demokracji i budowania dojrzałego, odpowiedzialnego społeczeństwa obywatelskiego. Dzisiejszy brak praworządności w klasie szkolnej może bowiem skutkować kryzysem zaufania do państwa prawa jutro.
[1] https://www.poznan.pl/mim/main/rzecznik-praw-uczniowskich,p,71367,71368.html?wo_id=1504
[2] https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/prezydent-podpisal-5-ustaw-2-zawetowal-i-jedna-skierowal-do-tk-w-trybie-kontroli-prewencyjnej,122829
[3] https://www.gov.pl/web/edukacja/zespol-do-spraw-praw-i-obowiazkow-ucznia
[4] https://www.cambridge.org/core/journals/perspectives-on-politics/article/populist-attitudes-among-teenagers-how-negative-relationships-with-socialization-agents-are-linked-to-populist-attitudes/9F97ED7272C7B063E96688D843C1423B